Polityka Cookies


Bój 12 Pułku Ułanów Podolskich pod Mokrą

 

 

Antoni Kropielnicki

BÓJ

12 PUŁKU

UŁANÓW

PODOLSKICH

POD MOKRĄ

(1 września 1939 )

 

 

Bitwa pod Mokrą była wspaniałym działaniem bojowym Wołyńskiej Brygady Kawalerii, a w szczególności 12 Pułku Ułanów Podolskich. Na barki tego kresowego pułku jazdy spadło zadanie zda się nierealne, powstrzymanie przez cały dzień 1 września elitarnego korpusu niemieckiego, którym był XVI Korpus Pancerny. Pułk zadał w efekcie jego 4 Dywizji Pancernej dotkliwe straty. XVI Korpus Pancerny wsparty potężnym lotnictwem i artylerią miał zadanie kluczowe w ataku na Polskę. Wyruszając z rejonu Kluczborka miał przełamać obronę polską na styku Armii Łódź i Armii Kraków. I wdarłszy się w granice Rzeczypospolitej na zachód od Częstochowy przemknąć jak sztylet ciało Polski, by ugodzić jej serce Warszawę.
Generał Rómmel, d-ca Armii Łódź prosił na kilka tygodni przed wybuchem wojny o wzmocnienie Wołyńskiej Brygady Kawalerii przez przydzielenie jej 12 Pułku Ułanów Podolskich. Brygada Wołyńska miała osłaniać południowe skrzydło Armii w rejonie Ważne Młyny – Miedzno. Naczelny Wódz wyraził zgodę na prośbę d-cy Armii, rozkazując przejście 12 Pułku Ułanów Podolskich ze składu Kresowej Brygady Kawalerii do Wołyńskiej Brygady Kawalerii. I tak pułk, który miał swoje koszary nad wschodnią granicą obok wołyńskiej wsi Białokrynica pod Krzemieńcem, dostąpił tego zaszczytu, że w nagrodę za rzetelną pracę pokojową, mógł spełnić jedno z najcięższych zadań pierwszego dnia wojny. Zadanie to spełnił bez reszty, tak samo jak spełnić miał później w czasie bitwy pod Monte Casino, gdy jego ułani – teraz już pancerni – pierwsi wdarli się z flagą polską na szczyt murów klasztoru. Spełnił je tak jak spełnili je ułani konspiracyjnego Dywizjonu 12 Pułki UŁ AK ginąc do jednego na Woli w czasie Powstania Warszawskiego w sierpniu 1944 r. Dywizjonem tym dowodził rtm. Czesław Nowacki.

Szary świt 1 września znalazł 12 Pułku Ułanów Podolskich na postoju w m. Miedzno( na pn.- zach. od Częstochowy). Obudziła go kanonada. Strzelały działa 2 Dywizjonu Artylerii Konnej. Na przedpolu pod miejscowością Wilkowiecko bił się już 21 Pułk Ułanów Nadwiślańskich, który poprzedniego wieczora został wzmocniony przez 4 Szwadron 12 Pułku Ułanów z plutonem ckm i jedną armatką p-panc. W skład brygady Wołyńskiej wchodziły poza ułanami podolskimi : 19 Pułk Ułanów Wołyńskich, 21 Pułk Ułanów Nadwiślańskich, 2 Pułk Strzelców Konnych z Hrubieszowa, 2 DAK im. gen. J. Sowińskiego, 4 batalion 84 Pułku Piechoty, 11 Batalion Strzelców Pieszych ( dołączył w drugim dniu wojny), 21 Dywizjon Pancerny o składzie Szwadronu Rozpoznawczego TK (tankietki) i szwadron samochodów pancernych oraz szwadron pionierów i łączności oraz dwudziałowa bateria plot. i pociąg pancerny nr 53.
Podobnie jak inne pułki kawalerii  12 Pułk Ułanów miał w swoim składzie cztery szwadrony liniowe, szwadron ckm i armat p-panc. Oraz szwadron dowodzenia. Szwadrony liniowe miały po trzy plutony i po cztery sekcje. Każdy szwadron miał 4 rkm i 3 karabiny p-panc. Szwadron ckm składał się z 3 plutonów po 4 karabiny i z plutonu armat 37 mm.
Poprzedniego dnia miejscowi przemytnicy donieśli d-cy brygady płk.  Julianowi Filipowiczowi , że tuż za granicą w lasach „stoi czołg przy czołgu – sama stal”. Na odgłos kanonady ppłk. Andrzej Kuczek d-ca 12  Pułk Ułanów, zarządził pogotowie marszowe. Około godziny 07:00 przez rejon postoju pułku zaczęła płynąć fala mieszkańców granicznego miasteczka Krzepice, wśród na wpół histerycznych lamentów. Za chwilę przejeżdża kolumna wozów wioząca straszliwie pokaleczonych żołnierzy Batalionów Obrony Narodowej, który bronił się pod Kłobuckiem. W zamyśleniu i z szeroko otwartymi oczami ułani przyglądają się rannym. Nagle podrywa wszystkich okrzyk jeźdźca : „ goniec od pułkownika Filipowicza”. Jadąc kłusem, pełen fantazji mijając nas woła do ułanów: „ Wasz szwadron rozbił już dwa niemieckie czołgi”
Meldunek o ciężkiej sytuacji na przedpolu zmusił d-cę brygady do użycia w walce odwodu, którym był  12 Pułku Ułanów Podolskich. Kłusem osiągnęliśmy czołem kolumny przejazd kolejowy na skraju lasu zachód – Mokra. Na skraju tegoż lasu, obok leśniczówki, d-ca 21 P. Uł. orientuje w sytuacji. Mimo wsparcia ogniowego 2 DAK – u, 21 P. Uł. schodzi z pola luźnymi grupami, pod naciskiem masy czołgów całej 4 Dywizji Pancernej, która przeniknęła między elementami jego linii obronnej. Lotnictwo nieprzyjaciela i potężna artyleria wspiera nacierające czołgi. Około godz. 10 cały ciężar obrony odcinka spoczywa na barkach 12 Pułku Ułanów Podolskich. D-ca pułku wysyła natychmiast podjazd na przedpole. Idzie w nim 3 Szwadron z plutonem ckm i z jedną armatą p-panc. pod dowództwem rtm. Jerzego Hollaka. Zadanie : rozpoznać na Wilkowiecko. Ledwie podjazd minął horyzont, usłyszeliśmy piekielny terkot karabinów maszynowych.
Osadzamy skraj lasu dwoma szwadronami – 1. szwadron por. Czesława Raczkowskiego i 2. szwadron rtm. Olgierda  Suryna. 4 Szwadron, który powrócił do pułku po odejściu  21 P. Uł., przechodzi do lasu na wschód od leśniczówki jako odwód pułku. Był on w przepięknej formie moralnej, ułani dowcipkowali i cieszyli się stoczona walką. Nie mieli zupełnie strat i rzeczywiście rozbili dwa czołgi. Dzielny 2 DAK ppłk Jana Kamińskiego wali ze wszystkich dział . Pojawia się pierwszy czołg – chwila – i już pali się czarnym dymem i jęczy klaksonem ( od krótkiego spięcia palących się kabli). Ogień niemieckiej artylerii broni maszynowej przybliża się coraz bardziej do naszych stanowisk. D-ca 12 P. Uł. nakazuje wycofanie się 3 baterii 2 DAK, która strzela z rejonu leśniczówki bezpośrednio przed stanowiskami pułku. D-ca baterii por. Kazimierz Wakalski żąda rozkazu na piśmie, mimo że sytuacja jego jest straszna, gdyż czołgi podchodzą na kilkanaście metrów i zabijają obsługę. Zabici kanonierzy leżą przy działach, jedno z nich obsługuje d-ca baterii osobiście. Otrzymawszy rozkaz na piśmie bateria wycofuje się. W jednym działonie trzy konie ciągną działo i trzy zabite konie. W drugim – dwa konie ciągną cztery zabite. Dwa działa są rozbite. Na twarzach kanonierów nie widać przerażenia, lecz skurcz mięśni na szczękach i jakąś okrutną zaciętość w oczach. Na przedpole rusza pluton tankietek „ TK”. Nie jest przeciwnikiem dla czołgów i po chwili wycofuje się. Ułani dostają od pancerniaków benzynę  do butelek.
Daleko na prawym skrzydle, ku północy, odchodzi 19 P. Uł. Wołyńskich. O godzinie 10:30 na głównym kierunku niemieckiego natarcia pozostajemy sami. Ze wsi Mokra II, w kierunku na las, na północ od leśniczówki, widzimy pędzący galopem tabun koni. To rtm. Hollak próbuje ratować swoje konie. Podjazd 3 Szwadronu przeszedłszy grzbiet wzgórza we wsi Mokra III natknął się czołowo na niemiecką masę pancerną. Działko p-panc odprzodkowane w otwartym polu oddaje dwa strzały i ginie w morderczym ogniu czołgów. Podjazd odskakuje na cypel lasu, na północ od Mokrej III, na który Niemcy kładą natychmiast potężną nawałę artyleryjską , w której ginie ppor. Kazimierz Florkowski, d-ca plutonu ckm. Podjazd odskakuje w murowane zabudowania wsi Mokra II. Czołgi otaczają wieś. Ułani bronią się zaciekle w płonącej wsi ponosząc olbrzymie straty. Chcąc ratować przynajmniej konie, rtm. Hollak odsyła je tabunem z kilkoma ułanami pod dowództwem swojego luzaka. Niemcy proponują dwukrotnie poddanie przez parlamentariuszy. Rtm. Holak daje im nieparlamentarną odpowiedź. W ciągu dalszej walki zostaje ciężko ranny. Podjazd osaczony ze wszystkich stron i odcięty od pułku broni się samodzielnie do zmroku. Garstka zdrowych i rannych, opasana taśmami ckm, pobandażowana, niosąc na plecach ciężkie karabiny maszynowe stara się przebić do pułku. Ułani prowadzą ze sobą pokaleczonego konia, na którym wiozą dogorywającego rotmistrza Hollaka. Napotkany czołg niemiecki oddaje serię z ckm prosto w piersi bohaterskiego oficera. O świcie następnego dnia ujrzeliśmy w porannej mgle garstkę  ułanów 3 szwadronu, która dołączyła do pułku koło wsi Wólka Prusinowska. Białe opaski na głowach, na których wykwitały plamy krwi. Zdołali się jednak przebić do swoich.

Obrona odcinka pułku składała się zatem z dwóch szwadronów pierwszej linii po 54 ludzi i jednego w odwodzie, także 54 ludzi. Na przedpole wychodzi 7 czołgów. Płyną na 2 Szwadron waląc z dział i karabinów maszynowych do wycofującej się małej placówki.
Ułani z placówki ciągną za sobą na pasach rannego ppor. Dziekońskiego. Obrona milczy. Oceniamy odległość, czekamy aż cele nadejdą na owe 700 m, gdy tor pocisków nie będzie przenosił. Wówczas każdy strzał jest trafny. Obsługi działek p-panc. i ckm podają „gotów” i na rozkaz „ognia”, strzały działek dają sygnał rozpoczęcia walki.
Pod ogniem wali się wieżyczka pierwszego czołgu. Po chwili cztery czołgi są unieruchomione, trzy pozostałe wycofują się w pośpiechu. Prawie natychmiast wyrusza drugie natarcie. Siedemnaście czołgów bije gęsto po naszych stanowiskach. Obrona milczy. Czekamy aż dojdą znowu na 700 m. Doszły. Na rozkaz „ognia” idzie celna seria działek p-panc, podczas gdy karabiny maszynowe walą do wyskakujących z palących się czołgów czarnych niemieckich pancerniaków. Lornetki pracują wyszukując „żywe” jeszcze czołgi. Koniowodni meldują, że przy pomocy własnej obrony przeciwlotniczej zestrzelili jeden samolot nieprzyjacielski. Pokazują zegary i inne przedmioty wyciągnięte  z kadłuba.
Mamy już duże straty. Zabitych odciągamy na bok. Z cichym sykiem ,po wysokim nasypie toru kolejowego nadchodzi z wolna nasz pociąg pancerny. Nagle nad naszymi głowami zrywa się huragan ognia. W uszach dzwonią bębenki. Na naszym przedpolu wznosi się gęsta czarna chmura dymu. To palą się niemieckie czołgi. Pociąg pancerny jak przyszedł tak cicho odszedł. Po niecałej godzinie wyłania się prawdziwe mrowie czołgów. Skóra cierpnie na ten widok. Dla dodania sobie otuchy i uspokojenia nerwów zaczynamy je liczyć. Jedni podają 72, inni 67, jeszcze inni 70. Sieką gęstym ogniem, tak że igliwie i gałęzie sypią się nam na głowy. Betonowy most kolejowy jest gęsto posiekany.
Obrona milczy i czeka na swoje 700 m i wtenczas zaczyna się piekło ognia – zjadliwy suchy trzask pocisków. Nie słychać komend. Nie maleje zaciętość : „byle celniej, byle szybciej, byle więcej”. Por. Raszkowski, d-ca 1  Szwadronu z zalana krwią głową prosi d-cę pułku o wsparcie. Obawia się, że nie wytrzyma, bo szwadron ma olbrzymie straty. D-ca pułku rzuca odwód, tj. 4 Szwadron. Ranny w głowę adiutant pułku biegnie przy szwadronie i a humorem dodaje mu animuszu. Za chwilę meldunek – por. Raczkowski zabity! Znów włącza się skutecznie do walki pociąg pancerny 53. Czołgi stoją. Wiele się pali, reszta ostrzeliwuje się. W coraz większym dymie wypatrujemy nowych celów. Kolumna sanitarna brygady zabiera rannych. Lekarz pułkowy z zadziwiającą sprawnością opatruje ich na polu. Wydatnie pomaga mu lekarz weterynaryjny. Mamy mnóstwo poległych i ciągle zabieramy koniowodnych, bo nam brak ludzi na linii. Koledzy odsunięci na bok leżą niekiedy w spokojnym ułożeniu człowieka śpiącego, niekiedy w tragicznym wykrzywieniu okaleczonego ciała. Czasem pasemko krwi zalewa oczy. Czasem widać mózg zmieszany z poskręcanym żelastwem francuskiego hełmu. Brak nam amunicji. Staramy się podciągnąć wozy amunicyjne. Amunicję donoszą wszyscy lekarz weterynarii, adiutant, d-ca szwadronu, z-ca d-cy pułku. Obsługi zaś tymczasem walą co tchu z działek i karabinów maszynowych. Obok nich stosy wystrzelonych łusek mosiężnych dymią od spalonego prochu. Nagle ogień zamiera. Masa stali stanęła na dobre przed nami i płonie spowita czarnym, ciężkim, kłębiącym się dymem.
Ułan niosący skrzynkę amunicyjną ginie obok d-cy pułku. Ten chwyta ją i donosi do obsługi działka p-panc.
Koniowodni meldują czołgi od południa. Weszły w las. Wyciągamy działko z pierwszej linii i stawiamy na dukcie. Czołgi się wycofują.
Jesteśmy upojeni świadomością odniesionego zwycięstwa. Już dla zabawy raczej, widząc pałąk niemieckiego samochodu pancernego na horyzoncie, obliczamy szybko kąt położenia celu i kąt odległości i walimy w niego. Samochód się cofa. Nagle, jakby oszalał z palącej się masy czołgów odrywa się jeden i pędzi pod przejazd. Nikt nie strzela i dopiero pod przejazdem ułan wali do niego z kilku kroków z  karabinu p-panc. Dym!
W środku znajdujemy już gdzieś zdobyty polski karabin p-panc z opisem jego skuteczności, mapy z wykreśloną trasą na Brzeźnicę, no i nowość dla nas – pistolet maszynowy.
Dzień się kończy i niemiecka dywizja pancerna do Brzeźnicy nie dojedzie. W promieniach zachodzącego słońca samotnie walczący 12 Pułk Ułanów Podolskich  trwa na stanowiskach.
Znów meldunek. Niemcy wdarli się w las od  strony południowej. D-ca pułku wyciąga z linii 2 Szwadron i rozkazuje mu wyrzucić nieprzyjaciela z lasu. Robi się ciemno. Wreszcie nadchodzi rozkaz d-cy brygady: „Odejść do odwodu Brygady w rejonie Wólka Prusinowska!”
2 Szwadron osłania odejście pułku. Pozostają tylko polegli Koledzy na przedpolu. Jest już noc.

Walka  12 Pułk Ułanów Podolskich pod Mokrą zasługuje na nazwę walki „ na śmierć i życie”. Z mobilizacyjnego stanu 860 ludzi pułk stracił 250 – zabitych i rannych. Potworna i bolesna strata. Dziś wiemy, jak potężny był nieprzyjaciel, któregośmy powstrzymali. W nocy z 1 na 2 września d-ca niemieckiej 4 dywizji pancernej melduje gen. Reinhardtowi, d-cy XVI korpusu, że napotkał główną linię obronną Polaków i że nie mógł jej przełamać, tracąc połowę sprzętu bojowego.
Tak, była to linia obronna zbudowana przede wszystkim z serc polskich, wychowanych w twardej kresowej szkole mohortowej. Tam, pod mokrą, stała się rzecz wprost nie do uwierzenia – 3 szwadrony  12 Pułk Ułanów zatrzymały na głównym kierunku natarcia, w decydującym momencie bitwy, 4 niemiecką dywizję pancerną, zadając jej poważne straty.


Ppłk Antoni Kropielnicki
(W.Brytania)                                                                                                                

Tygodnik Powszechny nr 34 z 13.09.1981 roku

 

Licznik odwiedzin

Dzisiaj 0 | Wszystkie 110974

Banery

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
XHTML and CSS. | stat4u | Aktualny PageRank strony shbon.pl dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO